Home
Prezentacje
Wspomnienie
Źródła
 
Home
Poeta w sutannie. Twórczość księdza Józefa Janiszewskiego (1880-1940)
Oceny: / 13
KiepskiBardzo dobry 
Redaktor: Łukasz Kamiński   
08.02.2016.

 

Poezja księdza Józefa Janiszewskiego z Grębanina

 

Ksiądz Józef Janiszewski (1880-1940) (patrz „Zasłużeni księża – historycy”)  ksiądz, historyk i przede wszystkim wybitny działacz społeczny, poeta, publicysta i przywódca ruchu abstynenckiego.

Podczas nauki w gimnazjum w Poznaniu przyszły kapłan działał w tajnych stowarzyszeniach młodzieży polskiej, między innymi w organizacjach filomatów i filaretów[1].  Za udział w nielegalnych kołach uczniowskich w marcu 1902 r. tuż przed ustną maturą został wydalony z gimnazjum w Gnieźnie. Dyrektor gimnazjum znalazł u młodego Janiszewskiego egzemplarz „Historii Polski” autorstwa Anatola Lewickiego, który wywołał podejrzenia istnienia tajnego stowarzyszenia. Józef Janiszewski postawiony w stan oskarżenia odmówił zeznań na procesie, 13 czerwca 1903 r. otrzymał karę tygodnia więzienia. Zmuszono go również do opuszczenia Wielkopolski. Osiadł we Lwowie i wstąpił do tamtejszego Archidiecezjalnego Seminarium Duchownego. Opiekę nad nim sprawował biskup Władysław Bandurski (1865-1932). Ukończywszy studia teologiczne w dniu 1 lipca 1906 r. Józef Janiszewski przyjął święcenia kapłańskie.

Posługę kapłańską rozpoczął jako wikariusz w Tartakowie (powiat Sokal, dekanat Bełz), skąd latem 1907 r. przeniesiony został na wikariat do Seretu na Bukowinie[2]. W dniu 20 stycznia 1921 r. zrezygnował z funkcji redaktora i wybrał działalność duszpasterską – został początkowo wikarym w Lubiniu (dekanat Krzywiń, powiat Kościan), następnie dnia 19 lutego 1921 r. został wikariuszem substytutem w Dubinie, od 1922 r. w Morawinie (dekanat Grabów nad Prosną), gdzie służył w kaplicy należącej do parafii Wyszanów. Z Morawina został przeniesiony w 1923 r. na wikariat do Grębanina (dekanat Kępno). Tutaj dzięki swoimi zabiegom i staraniom doprowadził do utworzenia samodzielnej parafii, erygowanej dnia 1 lutego 1929 r. W tym też dniu został pierwszym administratorem grębanińskiej parafii. Obok pracy duszpasterskiej redagował w tym czasie „Wieczory pod Lipą”, bezpłatny ilustrowany dodatek do „Nowego Przyjaciela Ludu”. W 1928 r. rozpoczął wydawanie w Kępnie „Głosu Misyjnego”, stanowiącego miesięczny dodatek do wspomnianego wyżej „Nowego Przyjaciela Ludu”.

Wkrótce zrezygnował z funkcji administratora parafii Grębanin i przeszedł do Archidiecezji Gnieźnieńskiej. Proboszczował w latach 1929-1932 w Nowej Wsi Wielkiej (dekanat Inowrocław), a następnie od  1932 r. do 1934 r. w Kierzkowie (dekanat Żnin). W 1934 r. przeszedł na emeryturę. Mieszkał następnie jako ksiądz rezydent w Potulicach (dekanat Rogoźno), gdzie zastała go wojna.

Działalność i zasługi księdza  Janiszewskiego nie uszły uwadze zbrodniczego okupanta. Aresztowany przez Gestapo ks. Józef Janiszewski trafił w dniu 28 maja 1940 r. do obozu koncentracyjnego w Dachau. W dniu 2 sierpnia 1940 r. transport księży przewieziono do obozu koncentracyjnego KL Gusen I — części kompleksu obozów koncentracyjnych KL Mauthausen–Gusen. Tam pracował w nieludzkich warunkach w kamieniołomach, często po 12 godzin dziennie, w skrajnym niedożywieniu. Z górnego kamieniołomu, nazywanego Kastenhofen więźniowie znosili na rękach lub plecach ogromne kamienie. Do przejścia mieli 182 stopnie wykute w skale. Sękate drągi kapo zmuszały ich do biegu.

Niewiadomo jak dokładnie zginął ksiądz Janiszewski. Być może wycieńczony niewolniczą pracą i głodem zmarł w kamieniołomach. Wspomnienia więźniów, którzy przeżyli, donoszą o bestialskim pobiciu w dniu 13 sierpnia więźniów Gusen, w tym wielu polskich księży. Ofiary tego bestialstwa miały ciała odbite od kości, plecy wręcz czarne; mimo ogromnych cierpień skatowani chodzili do pracy. Do końca sierpnia zmarło wiele ofiar pobicia z dnia 13 sierpnia. Ksiądz Józef Janiszewski mógł być jedną z nich. Pewne jest, że zmarł 27 sierpnia 1940 r.[3] Ksiądz Janiszewski w uznaniu zasług w dziedzinie społecznej i oświatowej odznaczony został Krzyżem Oficerskim Polonia Restituta.  

 

Ks. Józef JANISZEWSKI[4]

Działalność publicystyczna księdza Janiszewskiego jest dziś zupełnie niesłusznie zapomniana. Jest on autorem nie tylko prac i broszur poświęconych propagowaniu abstynencji i walce z alkoholizmem. Opublikował wiele artykułów w miesięczniku „Świt”, w Grębaninie redagował „Głos Misyjny”, pisywał również homilie do „Nowej Biblioteki Kaznodziejskiej” i do „Przewodnika Katolickiego”.

Osobę Józefa Janiszewskiego i jego poezję z okresu pobytu na Bukowinie przypomniał i przybliżył dr Jan Bujak z Krakowa[5]. Pochodzący z Bukowiny naukowiec określa lirykę księdza Janiszewskiego jako „mocno osadzoną w tradycjach polskich wieszczów narodowych doby romantyzmu, (…), odznaczającą się głęboką religijnością patriotyzmem, które mieszczą się w znanej polskiej dewizie: Bóg, Honor i Ojczyzna[6].



[1] W zaborze pruskim średnie wykształcenie można było zdobyć jedynie w gimnazjach, które zdominowane były przez Niemców. Po upadku Powstania Styczniowego ludność polską mieszkającą pod zaborem pruskim dotknęły represje za pomoc udzielaną powstańcom zza kordonu. Szczególne nasilenie kursu antypolskiego miało miejsce po 1871 r., kiedy doszło do zjednoczenia Niemiec i powstania II Rzeszy Niemieckiej. W 1876 r. język niemiecki stał się językiem urzędowym, germanizacja objęła nazwy miast, ulic, nazwisk, miejscowości. Wielkopolska otrzymała nazwę Prowincji Poznańskiej (Provinz Posen).

W latach 1900-1909 ostatecznie wprowadzono w życie zakaz nauczania w języku polskim wszystkich przedmiotów, w tym religii. Program nauczania w gimnazjach w zaborze pruskim nie przewidywał nauki języka, historii i kultury polskiej. Ambitna i patriotyczna młodzież polska musiała więc zdobywać tę część wiedzy w tajemnicy, organizując w tym celu od połowy XIX wieku przeróżne koła i towarzystwa samokształceniowe o różnych nazwach. Program samokształcenia w tych organizacjach od połowy XIX aż do początków XX wieku stale się przeobrażał i doskonalił. Tajne organizacje samokształceniowe polskiej młodzieży w niemieckich gimnazjach na terenie Wielkiego Księstwa Poznańskiego, Śląska i Pomorza wychowywały świadomych Polaków, którzy stali się w przyszłości gorliwymi działaczami społeczno – narodowymi. W 1913 r. wszystkie te towarzystwa przyjęły ten sam program, statut oraz nazwę Towarzystwo Tomasza Zana (TTZ).

Por. M. Paluszkiewicz, J. Szews, Słownik biograficzny członków tajnych stowarzyszeń gimnazjalnych w Wielkim Księstwie Poznańskim 1850–1918, Poznań 2000, s. 5 – 8.

[2] Bukowina jest krainą historyczną, której obszar leży na dawnych południowozachodnich kresach Rzeczypospolitej, za rzeką Czeremosz, pomiędzy Karpatami Wschodnimi (od zachodu) i środkowym Dniestrem (od wschodu). Od czasu powstania w średniowieczu Gospodarstwa Mołdawii Bukowina stanowiła jego północną część. W 1775 r. część Mołdawii (wraz z Bukowiną) została zajęta przez Cesarstwo Austrii. W 1786r. Bukowinę przyłączono do Galicji, w 1790 r. została wyłączona i stanowiła osobną prowincję, ale pod zarządem gubernium lwowskiego. W 1817 r. ponownie została włączona do Galicji jako cyrkuł (powiat). W dniu 4 marca 1849 r. Bukowina została odrębnym krajem koronnym Austrii jako księstwo i przetrwała w tej postaci do rozpadu monarchii w 1918 r. Od 1945 r. Bukowina podzielona jest na 2 części: północną należącą do Ukrainy i południową należącą do Rumunii.

Głęboka (ukraińska Hliboka, rosyjska Glibokaja, rumuńska Adâncata) – obecnie 10-tysięczne miasteczko na Ukrainie, 25 km na południe od Czerniowiec na Bukowinie. W czasach księdza Janiszewskiego Głęboka należała do Archidiecezji Lwowskiej.

[3] E. Nawrot, Janiszewski Józef [w:] „Słownik Biograficzny Wielkopolski Południowo – Wschodniej (Ziemi Kaliskiej)”, t. I, pod red. Hanny Tadeusiewicz, Kalisz 1998, s. 130 – 131; M. Paluszkiewicz, J. Szews, Słownik Biograficzny członków tajnych towarzystw gimnazjalnych w Wielkim Księstwie Poznańskim 1850 – 1918, Poznań 2000, s. 84; Biała Księga. Martyrologium duchowieństwa – Polska XX w. (lata 1914-1989): link www.swzygmunt.knc.pl

[4] Fotografia portretu ze zbiorów Parafii NMP Niepokalanie Poczętej w Grębaninie, zamieszczona dzięki uprzejmości wicedziekana, kanonika Stanisława Borowickiego.

[5] Dr Jan Bujak urodził się w 1935 r. w polskiej rodzinie w Nowej Żadowie na Bukowinie (wówczas należącej do Królestwa Wielkiej Rumunii). Jako polskie dziecko był uczestnikiem życia środowiska Polonii bukowińskiej, która zaznała w ciągu kilku lat pokoju i wojny, była świadkiem uchodźstwa polskiego w 1939 r., dwukrotnego zajęcia Bukowiny przez Armię Czerwoną (koniec czerwca 1940 i wiosna 1944 r.) oraz bolszewickich represji w latach 1940-1941 i 1944-1945. Pod koniec 1945 r. wraz z rodziną przybył do Lubania i osiadł w Pisarzowicach. Po szkole średniej w Lubaniu podjął studia polonistyczne na Uniwersytecie Wrocławskim. Po uzyskaniu dyplomu uczył języka polskiego w szkołach w Oleśnicy, Lubaniu i Krakowie (LO, ZSZ, Technikum Ekonomiczne i Włókienniczo Mechaniczne), a następnie po uzyskaniu stopnia doktorskiego (1974 r.) pracował jako adiunkt Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie (1976-2000). Oprócz zajęć dydaktycznych z różnych przedmiotów prowadził badania naukowe. Współpracował z redakcjami Polskiego Słownika Biograficznego, Zeszytów Prasoznawczych; jest autorem kilku książek i wydawnictw naukowych oraz wielu artykułów. W 1990 r. dr Jan Bujak otrzymał Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski.

Dr Jan Bujak wygłosił referat poświęcony osobie księdza Józefa Janiszewskiego na sympozjum popularnonaukowym w Suczawie. Treść wystąpienia dostępna jest w materiałach Związku Polaków w Rumunii. Wiele informacji o księdzu Janiszewskim i jego bogatej działalności zainteresowani czytelnicy odnajdą w obszernej monografii dra Jana Bujaka pt. "Gazeta Polska 1883-1914", wydanej w Krakowie w 2013 r.

[6] J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego (1880-1940) z okresu bukowińskiego (1908-1919) [w:] „Religious and Sacred Poety: An International Quarterly of Religion, Culture and Education”, No. 1 (5), January-February-March 2014, s. 137.

 

 

 

Marsz korpusów wakacyjnych.

(Śpiewać można na nutę: Ospały i gnuśny.)

 

Jak cudnie jest piękny ojczysty nasz kraj,

Gdy jasny blask słońca nań spływa,

Gdy kwieciem się mai i łąka, i gaj,

A ptasząt śpiew ciszę przerywa!

Przyroda zaprasza do siebie dziś nas!

Pospieszmy na nasze boisko więc wraz!

Choć dziećmi jesteśmy, lecz wiemy to już,

Że skarbem jest siła i zdrowie!

Ten bowiem nie zginie wśród życiowych burz,

Kto walkę gnuśności wypowie!

Ożywczy niech włada więc nami dziś ruch,

Bo gdy ciało zdrowe, jest zdrowy i duch!

Ojczyzna kochana dziś patrzy na nas

I widzi w nas przyszłą ostoję!

Osłódźmy więc gorzki niewoli jej czas,

Podzielmy z nią krzyże i znoje!

Kochajmy Ojczyznę, pracujmy dla niej,

Wzmacniajmy swe siły, chcąc pomóc nieść jej!

Więc śpieszmy ochotnie dziś wszyscy na błoń,

By nabrać do pracy sił nowych!

Tam duch nasz odpocznie, a wzmocni się dłoń,

Nie trzeba dziś mięśni stalowych!

Dla Polski musimy czynnymi dziś być!

Nie dość: za nią – umrzeć! Dziś trza dla niej – żyć!

 

[ks. Józef Janiszewski, Marsz korpusów wakacyjnych w: J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego, op. cit., s 170-171]

 

 

  

Do czynu, bracia!

 

Nam nie śmiać się w tej niewoli

Ani – płakać w smutnej doli!

Nam – czynnymi być!

Pracy trzeba i jedności

Jeśli w szczęściu i wolności

Pragniem w Polsce żyć!

Bośmy jednej Matki dzieci,

Którą w dziejowej zamieci

Dotknął losu cios!

A więc bracia i rodacy,

Łączmy się do wspólnej pracy

Zmieńmy Matki los!

Złączmy serca, złączmy dłonie,

Wówczas zorza nam zapłonie

Wśród gwiaździstych dróg!

Pierzchną nieszczęść czarne gońce,

Błyśnie nam zbawienia słońce.

Wolność da – Sam Bóg!

 

[ks. Józef Janiszewski, Do czynu, bracia! w: J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego, op. cit., s 171-172]

 

 

 

Obowiązki narodowe

 

Stój twardo przy Wiary sztandarze,

On wiernym być Bogu ci każe!

Ojczyznę zaś kochaj jak matkę,

Co szczęściem napełnia twą chatkę!

Bo „Bóg i Ojczyzna” twa luba

To: dusza twej duszy i chluba!

Zwij bratem każdego Polaka

I wspieraj w potrzebie biedaka!

Oświaty pochodnie dzierż w dłoni,

Bo szczęścia raj tobie odsłoni!

Żyj w zgodzie przykładnej z wszystkimi,

Przestawaj wciąż tylko z dobrymi!

Z trzeźwością też zawrzyj przymierze,

Bo człowiek nietrzeźwy to – zwierzę!

Uczciwie wciąż pracuj dla chleba,

I wiedz, że oszczędzać też trzeba! –

– Radami rządź zawsze się tymi,

A szczęście wnet znajdziesz na ziemi!

 

[ks. Józef Janiszewski, Obowiązki narodowe w: J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego, op. cit., s. 172]

 

 

 

Głos Polski

 

Na gruzach dawnej potęgi i chwały,

Przed którą ongi narody drżały:

Polska samotna siedzi i smutna,

Ciałem jej boleść wstrząsa okrutna!

„I czemuż”, spytasz, „łzy gorzkie roni?”

„Bo w strasznej jęczy nieszczęścia toni,

Bo cierpień krzyżem jest obarczona,

A skroń jej rani z cierni korona,

Bo obie skute w kajdany ręce

I tak żyć musi w okrutnej męce!”

„I za cóż”, spytasz „cierpi tak bardzo,

Dlaczego ludzie nią dziś tak gardzą?

Czy znikły dla niej wszelkie nadzieje,

Że tak dziś gorzko, płacząc, boleje?

Spytaj się Polski! Ona ci powie,

Skąd ta korona jest na jej głowie,

Dlaczego dźwiga dziś te kajdany,

A ciało zdobią tak liczne rany,

Dlaczego serce przeszyte grotem,

A los w nią bije nieszczęścia młotem!”

– „Cierpię”, odpowie ci Polska droga,

„Bom nie spełniła przykazań Boga,

Bom pobłażliwa dla dzieci była,

Zgody, jedności ich nie uczyła!

One zaś, mając wszelkie dostatki,

Słuchać nie chciały mnie biednej Matki!

A ja nieszczęsna błędy widziałam,

Lecz zamiast gromić grzechy – milczałam!

Gdym karcić chciała – żal mi ich było!

Za to więc płaczę dziś nad mogiłą

Szczęścia mych dziatek. Dziś grom w nie bije,

Dziś prześladują je losu żmije,

A wróg się strasznie pastwi nad nimi,

Że piekło mają już tu na ziemi!

Widząc te męki straszne mych dziatek,

Najnieszczęśliwsza ja z wszystkich matek,

Cierpię jak Łazarz biedny na drodze,

Że już od zmysłów prawie odchodzę! –

Ale te wszystkie straszne męczarnie,

Które zadaje mi wróg bezkarnie,

Tak mnie nie dręczą ni serca nie krają,

Jak razy, które mi zadają

Niektóre własne dzieci wyrodne,

Co miana tego nie są już godne!

Bo dziś mnie, Matki własnej się wstydzą

I z mej niedoli, śmieją się, szydzą.

Gardzą mną biedną i polską mową,

Miłością moją i radą zdrową!

Dziś skarbów drogich się wyzbywają,

Wiarę i mowę swoją sprzedają!

I za cóż, spytasz? Otóż dla zysku,

Dla pełnej misy, dla złota błysku!

Dzisiaj, jak Judasz, co sprzedał Pana,

Sprzedają – Matkę, choć krwią oblana,

Chociaż tak biedna, tak nieszczęśliwa,

Że na jej widok łza z oka spływa!

Innej się dzisiaj kłaniają pani,

Która ich Matkę dręczy i rani,

Która łez zdroje z ócz jej wyciska,

Mieczem zagłady nad głową błyska!

Dla tej władczyni obcej, okrutnej,

Co mnie nieszczęsnej i bardzo smutnej

Życie zaprawia żółcią – me dziatki

Niektóre nie chcą znać, mnie, ich Matki!

Biada im, biada, po trzykroć biada,

Gdy nie powrócą do mnie, bo zdrada,

Jakiej na Matce się dopuściły

Dręczyć ich będzie aż do mogiły!

Piętno, od znaku gorsze Kaina,

Na ich wyciśnie czole, bo wina

Ich jest straszniejsza! Kain zabił brata,

One zaś wobec całego świata:

Matce, Ojczyźnie zadawają,

Gdy się nikczemnie jej zapierają!

– O! niech was, Bracia, Bóg Sam zachowa

Od takiej zdrady! Niech polska mowa

I cna Ojczyzna nam zawsze, wszędzie

Skarbem po Bogu najdroższym będzie!

Za wiarę, Polskę życie oddajmy,

Skarbów tych drogich wrogom nie dajmy,

Choć gromy biją w nas za gromami,

My bądźmy wszyscy wciąż – Polakami!

 

[ks. Józef Janiszewski, Głos Polski w: J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego, op. cit., s. 172-174]

 

 

 

Marsz polskich obrońców Ojczyzny

(Śpiewać można na nutę: Ospały i gnuśny).

 

Na kresach ojczystych za polski nasz kraj

Idziemy ochotnie w bój krwawy,

Bo chcemy, by świecił Ojczyźnie wciąż maj

Wolności i szczęścia, i sławy!

Dla Polski nam słodka śmierć, walka i znój,

Dla Niej to jak w taniec w krwawy spieszym bój!

Nam wzorem ów dzielny jest rycerz i zuch,

Co ścigał za morze, hen, wroga,

I wszędzie rozbijał go w proch i puch,

Choć była potęga to sroga!

I w naszych też sercach ten duch żyje wciąż,

Walczymy więc mężnie jak dzielny ów mąż!

Ojczyzny cnej honor powierzył nam Bóg

I Jemu go tylko oddamy,

Stąd nigdy nam żaden nie wydrze go wróg,

Nad życie go bowiem kochamy!

Dlań walczyć chce zawsze z nas każdy jak lew,

Zaś wylać jest gotów serdeczną swą krew!

Sowińskich, Ordonów duch w nas także jest,

Co życie za Polskę oddali,

Co krwawy sprawili wnet wrogom Jej chrzest

Naglącym, by im się poddali!

I wam także milsza śmierć niż kajdan brzęk,

I was nie ogarnie przed nią nigdy lęk!

O Polsko kochana, dla Ciebie my tu

Na kresach wytrwale stoimy,

Do ostatniego my serc naszych tchu

Twej czci, Twego szczęścia bronimy!

A gdy padniemy w boju za polski nasz kraj

Ty w łonie Swoim, Polsko, spoczynek nam daj!

 

[ks. Józef Janiszewski, Marsz polskich obrońców Ojczyzny w: J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego, op. cit., s. 174-175]

 

 

 

Hymn wolnej Polski

 

Boże, coś Polskę po latach niewoli

Znów zbudzić raczył do życia wolnego,

Coś dał nam dożyć świtu lepszej doli

I próśb wysłuchał ludu gnębionego:

U Twych ołtarzy dzięki Ci składamy

I o Twą łaskę możną Cię błagamy!

Tyś wiódł nasz naród po stracie wolności

Drogą krzyżową aż na szczyt Golgoty,

Chcąc, byśmy byli znów jak dziatki prości

I godni łaski, i wolności złotej:

U Twych ołtarzy dzięki Ci składamy,

Żeś nas przez męki wiódł – do szczęścia bramy!

Dzisiaj Ojczyzna nasza znów szczęśliwa,

Bo już stanęła w rzędzie ludzi wolnych,

Dziś z trzech zaborów – jedna polska niwa!

Daj więc jej, Panie, gospodarzy zdolnych,

By dla Ojczyzny dobrze pracowali,

Szczęścia, wolności gmach w niej utwierdzali!

Spraw to, o Panie, aby w sercach polskich

Cnoty praojców bez wad wyrastały,

Cnoty, co kwitły w sercach apostolskich,

Co wraz z miłością świat podbiły cały!

Miłości, zgody niech łączą ogniwa

Nas wciąż, a będzie Ojczyzna szczęśliwa!

Dziś Polska cała do stóp Twych się chyli,

Dziękując kornie Ci za dar swobody,

Prosząc o dalszą pomoc w każdej chwili,

Jak w przyszłość tajną człek idący młody!

Błogosław, Boże, wciąż polskiej krainie,

A „Polska wierna” Ci nigdy nie zginie!

 

[ks. Józef Janiszewski, Hymn wolnej Polski w: J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego, op. cit., s. 175-176]

 

 

 

Hej, w górę serca!

(Śpiewać można na nutę: „Nie rzucim ziemi”)

 

Hej, w górę serca, w górę skroń

Podnieśmy dziś Polacy!

A łącząc serca, ducha, dłoń,

Zabierzmy się do pracy!

Budujmy szczęścia Polski dom,

A Bóg da pomoc Swą!

Ojczyzna nasza wolna już,

Swobodny Orzeł biały!

Przed nami czar świetlanych zórz

I wieki szczęścia, chwały!

Więc w przyszłość jasną idźmy wraz,

Bo zły już minął czas!

Dziś, Bracia, wolność to skarb nasz

Bezcenny i tak miły,

Że zań ból orał polską twarz,

Serc krocie zań krwawiły!

Nie wydrze nam go nigdy wróg,

Tak nam dopomóż Bóg!

 

[ks. Józef Janiszewski, Hej, w górę serca! w: J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego, op. cit., s. 176]

 

 

 

Ukochanej swej Matce

 

Gdybym miał władzę na ziemi i niebie,

Gdyby był moim przepiękny ten świat:

Szczęściem bezchmurnym obdarzyłbym Ciebie

I dałbym Tobie anielskości kwiat!

Drogę usłałbym Twojego żywota

Kwiatami cudnych lilii i róż

I otworzyłbym bramę nieb ze złota,

By Ci pokazać blask niebiańskich zórz!

W szaty ubrałbym Cię cudne, śnieżyste

I roznoszące dziwnie miłą woń,

I dałbym Tobie skrzydełka srebrzyste,

Byś się wzbijała nad tę ziemską toń!

Byś dążyć mogła jak ptaszek podniebny

W rajską krainę i marzeń, i snów,

Tam pokarm zbierać Twej duszy potrzebny

I zniżać lot Twój i – wzbijać się znów!

Ster łodzi Twego żywota całego

Ująłbym silnie w dłonie moje sam,

Strzegł jej od wroga w głębi wód skrytego

I ją skierował w końcu w górę tam:

Ponad złociste słońca i gwiazd roje,

Gdzie jest bezmiernej szczęśliwości kraj!

Tam dałbym Tobie wszystkie skarby moje,

Jakie niebieski mieści w sobie raj! –

– Lecz to są – mrzonki złudne, bom ja mały,

Bom, prochem nikłym jest wśród świata dróg,

Więc życzyć tylko mogę z duszy całej,

By je choć w części ziścić raczył Bóg!

Więc mogę tylko prosić Go w pokorze,

Wznosząc w modlitwie mą ku Niemu dłoń,

By szczęścia Twego nie zagasły zorze,

By spokój błogi Twą otaczał skroń!

Byś ku wyżynom jak ptaszek dążyła,

Co ku niebiosom swój kieruje lot,

Byś wiecznym w niebie szczęściem się cieszyła,

Gdzie już nie rani ostry losu grot! –

 

[ks. Józef Janiszewski, Ukochanej swej Matce w: J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego, op. cit., s. 184]

 

 

 

Ballada, jakich mało!

(Osnuta na tle prawdziwego zdarzenia.)

 

W dalekim gdzieś siole

W rodzinnym swym kole

Żył wieśniak zamożny, szczęśliwy!

Nie wiedział, co troska,

Bo łaska mu Boska

Swe dary zsyłała na niwy!

 

Był wzorem człowieka,

Co nigdy nie czeka,

By szczęścia nań gwiazdki spadały;

Pracował wytrwale,

A różnych klęsk fale

Z daleka dom jej mijały!

 

Był Bogu wciąż wierny,

Więc Pan miłosierny

Dowodów nie skąpił mu łaski,

Żył w zgodzie z wszystkimi,

Przestawał z – dobrymi,

Nie wiedział, co – spory, niesnaski!

 

Do karczmy – nie chodził,

A drugich odwodził

Od pieca, kradzieży i kłótni,

Bo wiedział, że praca

Uczciwa zbogaca

I szczęściem tych darzy, co smutni!

 

A wolne swe chwile

Przepędzać zwykł mile

Nad książką, gazetą – wśród dzieci,

Bo czuł, że oświata

Jak słońce wśród lata

I grzeje i jasno nam świeci!

 

I żył tak szczęśliwie,

Pracując na niwie,

Bo praca, to: duszy potrzeba,

Aż – w piekle uchwała

Zapadła, co brzmiała:

„Pozbawić go: chleba i nieba!”

 

Cóż zatem się stało?

Ot! Piekło wysłało

Doń swego faktora – karczmarza,

By wciągnął go w błoto,

Powaśnił go z cnotą,

Co szczęście prawdziwe nam stwarza!

 

Wysłannik więc spieszy,

A w duchu się cieszy,

Że nową pozyska ofiarę,

Że będzie kmieć – jego

Bez trudu wielkiego,

Gdy – trunku pokaże mu czarę!

 

I wchodzi do chaty

Żyd wstrętny, pejsaty

I kornie jak Judasz się kłania,

Dłoń brudną podaje

Kmiotowi, co wstaje

Od swego miłego czytania!

 

„Zdziwicie się może,

że do was w tej porze,

mój panie Wojciechu, przychodzę!

Wy taki rozumny,

Choć trochę i dumny:

Gardzicie mą karczmą przy drodze!

 

A tak w niej wesoło,

Bo całe to sioło

Przychodzi się bawić, weselić!

Wy tylko nie chcecie

Jak wszyscy ci kmiecie

Przyjść do mnie i radą się dzielić!

 

Więc proszę was szczerze,

Gdy zjecie wieczerzę,

Do karczmy przybądźcie łaskawie,

Kto bowiem pracuje,

Pragnienie ten czuje

Rozrywki w wesołej zabawie!” –

 

Kmieć na to odpowie:

„Mnie milsze jest zdrowie

mej duszy i ciała mojego!

Nie pójdę z mej chatki,

Gdyż żona i dziatki

Przykładu żądają – dobrego!

 

A wiara ma droga,

Co mam ją od Boga

Do karczmy mi chodzić zabrania!

Bo duszę ten traci

I wroga bogaci,

Kto rad do pijaństwa się skłania!” –

 

„Co Wojciech też gada!”

żyd zły odpowiada,

„Ma wolną człek wolę, to wiecie!

Używaj więc świata,

Gdy służą Ci lata:

Tak mówią dziś ludzie na świecie!

 

Choć księża w kościele

Gadają tak wiele,

Że trunek jest szczęścia – grabarzem!

Dziś świat postępowy,

Porządek dziś nowy,

Dziś każdy sam sobie – cesarzem!”

 

Gdy skończył te słowa,

Myśl przyszła mu nowa,

Bo – flaszkę z swej wyjął kieszeni:

„Popatrzcie!” rzekł potem,

„Czy nie jestże złotem

Ten trunek, co tak się rumieni?”

 

Kieliszek wnet nalał

I wódkę zachwalał:

„Skosztujcie, jak dobry to trunek!

Wypijcie na zdrowie,

A – język wam powie,

Że dobry to bardzo gatunek!” –

 

Wtem wstrząsnął chłop głową

Bo powziął myśl zdrową,

Policzki w uśmiechu zadrgały:

„Wy, Mośku, wpierw pijcie,

Kpem potem mnie zwijcie,

Gdy flaszki nie spełnię tej całej!” –

 

Żyd głośno się śmieje,

Bo już ma nadzieję

I mówi: „Ja chętnie wypiję!

Na zdrowie więc wasze

Podnoszę tę czaszę:

Niech Wojciech kochany nam żyje!” –

 

Wtem wieśniak powstaje,

Żydowi podaje

Ze stołu kawałek – kiełbasy:

„Czym chata bogata,

Tym wita was – brata,

Boć wiecie, że »nowe« dziś czasy!” –

 

Żyd z strachu aż skoczył,

Kiełbasę gdy zoczył:

„Nam »prawo« jeść tego zabrania!

My zaś go słuchamy,

Bo twierdzę w nim mamy,

Co nas od zguby ochrania!” –

 

– „O żydzie nikczemny,

Ty chcesz, by chłop ciemny

Miał wiarę swych ojców w ohydzie!

Do tego ci – wara

Bo – świętą jest wiara! –

A teraz precz z oczu mych, żydzie!”

 

[ks. Józef Janiszewski, Ballada, jakich mało! (Osnuta na tle prawdziwego zdarzenia.) w: J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego, op. cit., s. 185-188]

 

 

 

Umrę pijakiem!

(Wiersz osnuty na tle prawdziwego zdarzenia)

 

Do restauracji, gdzie grono młodzieży

Przy szklankach piwa czas spędzało drogi,

Wszedł jakiś człowiek w podartej odzieży,

Chudy i nędzny, bardzo snadź ubogi!

 

Twarz i wejrzenie zdradzały pijaka,

Więc mu młodzieńcy dać kazali wódki,

By rozweselić smutnego żebraka,

Lecz: „Skreśl nam”, rzekli, „opis życia krótki!”

 

Pijak kieliszek ręką chwycił drżącą

I go wychylił, potem na pijącą

Młodzież spojrzawszy, smętnym zaczął głosem,

Rzęsiste roniąc łzy nad swoim losem!

 

„Panowie, kiedy widzę czar młodości

Na licach waszych, myślę z wielkim żalem

O dniach mej własnej straconej przeszłości,

Którą rzuciłem na występku falę!

 

Ach! I ja niegdyś byłem także młody,

Zdrów i szczęśliwy, jak wy dziś jesteście,

Lecz nadużyłem szczęścia i swobody:

Dziś ledwo włóczę nogami po mieście!

 

Ach! I ja niegdyś dom, rodzinę miałem

I dostateczny co dzień kawał chleba,

Żonę, co sercem mnie kochała całym

I dzieci śliczne jak aniołki z nieba!

 

 

Lecz ja nieszczęsny, podły i nikczemny

W piekło – ognisko domowe zmieniłem

Zacząłem w sposób pastwić się karczemny

Nad żoną moją, dzieci zaś – głodziłem!

I suchym okiem patrzałem, jak one

Jedno po drugim z nędzy umierały.

A Bóg te kwiatki piękne lecz zwarzone

We wiośnie życia brał do Swojej chwały!

 

W końcu i moją pogrzebałem żonę,

Której z żałości wielkiej pękło serce.

Ciało jej obok dzieci jest złożone!

Dziś w wielkiej ducha żyję wciąż rozterce!

 

Bo czymże byłem? – Katem moich dzieci

I żony drogiej, łotrem bez czci, wiary!

Dziś czuję, jak śmierć ku mnie straszna leci,

By wtrącić duszę tam, gdzie bezmiar kary!

 

I cóż przyczyną tej straszliwej zmiany?

Co grobem dzieci, matki-opiekunki?

Co jest powodem, że mój los złamany?

Czy chcecie wiedzieć? – To przeklęte trunki!

 

Z początku rzadko i niewiele piłem,

Chociaż mnie żona często przestrzegała,

Aż w końcu w zwierzę dzikie się zmieniłem,

Które szatańska wódka opętała!

 

Odtąd wciąż pijąc, na nic nie zważałem.

I choć brzydziłem się sam życiem takim,

Choć w chwilach jasnych sam łzy wylewałem,

Przestać – nie mogłem! Umrę więc pijakiem!

 

– Skończywszy mówić, człowiek ów po chwili

Łzy tłumiąc, wyszedł powoli z lokalu.

Za nim młodzieńcy wszyscy podążyli,

Myśląc po drodze o – poprawie, żalu!

 

[ks. Józef Janiszewski, Umrę pijakiem! w: J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego, op. cit., s. 188-190]

 

 

 

Legenda arabska

 

 

Raz się ukazał diabeł Arabowi

I rzekł: „Twe życie ma się ku końcowi,

Lecz jeśli spełnisz to, co teraz powiem,

Ujdziesz ze zdrowiem!

 

Słuchaj więc: Albo ojca dziś zabijesz,

Lub zranisz siostrę, albo się napijesz

Wina, choć Koran tobie tego broni! –

Los więc w twej dłoni!”

 

– „Cóż teraz począć?” Arab smutny rzecze,

„Czyż się na życie targnąć mam człowiecze?

Czyż z ręki syna ojciec ma lec w grobie?

Tego nie zrobię!

 

Czyż więc mam siostrę dręczyć ukochaną?

Serce zasmucać jej bolesną raną?

Nie! Nigdy takim nie splamię się czynem,

Raczej sam zginę!

 

Lecz cóż tu począć? – Życia skarb mi drogi,

Śmierci nie pragnę, mimo żem ubogi!

Chociaż więc zgrzeszę, choć dni szczęścia miną,

Pić będę wino!”

 

Czart na te słowa zaśmiał się złowrogo

I znikł, a Arab poszedł swoją drogą:

Gdy zaś pić zaczął, siostrę nieraz dręczył,

Ojca – zamęczył! –

 

Otóż w tej krótkiej, tragicznej powieści

Taka poważna się nauka mieści:

Iż trunki często zbrodni są powodem!

Pij zatem – wodę!

 

[ks. Józef Janiszewski, Legenda arabska w: J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego, op. cit., s. 191-192]

 

 

 

Oda do wody

 

Nektarze świata, życiodajna wodo,

Co sprawiasz, iż ta ziemia wiecznie młodą,

Tobie, co liczne wciąż zasilasz zdroje,

Mą lutnię stroję!

 

Czymże ta ziemia byłaby bez ciebie?

Tym, czym jest księżyc na gwiaździstym niebie:

Olbrzymią skałą, wielkim cmentarzyskiem,

Losu igrzyskiem!

 

Z twej to przyczyny drzewa, kwiaty żyją,

Ciebie zwierzęta, ptaszki liczne piją,

Nie chcąc żadnego innego napoju,

Prócz wody z zdroju!

 

Czym krew dla ciała, tym tyś jest dla ziemi,

Bo ją sokami wciąż ożywiasz swymi!

Stworzeniom życia stajesz się osłodą;

W lecie ochłodą!

 

Kiedy po suszy przykrej, długotrwałej

Spadniesz w postaci deszczu, wówczas w całej

Przyrodzie wielka radość znów panuje,

Bo siły czuje!

 

A gdy zawita zima znów do kraju

I mroźnym tchnieniem dmie po polu, gaju,

Ty śnieżnym płaszczem jak matka dziecinę

Tulisz krainę!

 

Tyś dzisiaj duszą przemysłu naszego,

Pędząc maszyny dla dobra ludzkiego!

Przenosisz szybko nas na skrzydłach pary

Przez rzeki, jary!

 

Nieraz też człowiek w obłożnej chorobie

Życie zawdzięcza swoje tylko tobie,

Gdy bowiem ciebie mądrze wciąż używa,

Mąk się pozbywa!

 

Cześć ci więc za to, srebrnopłynna wodo,

Coś krwią jest ziemi i życia osłodą,

Co zdrowiem darzysz tych,

Co ciebie piją

I stąd wiek żyją!

 

Mimo te wszystkie dobrodziejstwa twoje,

Są ludzie, którym obce twoje zdroje,

Bo gardząc tobą piją trunki inne:

Trucizny płynne!

 

Lecz i ci nawet pić cię także muszą,

Choć gardzą nieraz tobą całą duszą,

Bo w każdym trunku kryjesz się życzliwie,

W winie czy w piwie!

 

My zaś, co tobie wciąż jesteśmy wierni,

Od wielu życia wolniśmy są cierni,

Kto bowiem wiernym zawsze ci jest, wodo,

Bóg mu – nagrodą!

 

[ks. Józef Janiszewski, Oda do wody w: J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego, op. cit., s. 192-193]

 

 

 

Do broni, bracia!

 

Bracia, czas ze snu zbudzić się już,

Bo słychać grzmoty idących burz!

Więc śmiało wznieśmy w górę dziś skroń,

A ręką silną chwyćmy za broń:

Bronią zaś naszą: Trzeźwość, oświata.

Ona niech wszystkich nas złączy, zbrata!

 

Dzisiaj okrutny szydzi z nas wróg,

Że nas w niewolę wtrącił Sam – Bóg,

Bośmy – grzeszyli, więc Jego grom

Bije dziś w naszej Ojczyzny dom!

Bośmy swawolą wolność stracili,

Polskę przegrali i ją – przepili!

 

Więc, drodzy bracia, niech każdy z nas

Powie dziś sobie. „Jest wielki czas,

Bym wreszcie wyrzekł się ojców wad,

Którym służyłem sam tyle lat” –

Walkę dziś z – sobą stoczyć nam trzeba,

A będą dla nas łaskawsze – Nieba!

 

Więc czas już powstać z grzechów i win,

Bo zbawić może nas – święty czyn!

Trzeźwymi zatem nam dziś trza być.

Więc, drodzy bracia: przestańmy pić! –

Kto trunkiem rozum sobie zamąca,

Sam siebie w straszną niewolę wtrąca!

 

Kto więc dziś synem Polski się zwie,

Kto w smutnej doli jej pomóc chce,

Niech stacza z swymi – wadami bój,

Niech serce kształci i rozum swój!

Bo Polska zyska – szacunek świata,

Gdy w niej zakwitną – trzeźwość, oświata!

 

Seret, 26 XII 1909

 

[ks. Józef Janiszewski, Do broni, bracia! w: J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego, op. cit., s. 193-194]

 

 

 

Kilka myśli o paleniu

Niegdyś.

Gdy ongi lud bez – cygar nasz się chował,

Do pewnej wsi raz przybył pan, być może z Rzymu

Cygaro paląc, a gdy kmiotka nim częstował,

Ten czyniąc krzyż rzekł: Panie Diable, nie jem dymu!

Dziś.

„Nie palisz nic? Toś – baba! Cały świat dziś pali.

To znaczy, ludzie wszędzie, dokąd moc ich sięga!”

Dziś palą starzy, młodzi, chłopcy nawet mali!”

– Dowodem to, co może przykładu potęga!”

Co ty na to, ojcze, który palisz?

Z cygarem widząc chłopca, pytam poufale:

Powiedz mi, jak papieros pierwszy Ci smakował

I czemu palisz dzisiaj?” – „Nie smakował wcale.”

„Lecz palił – tatuś, więc jam go wnet naśladował!”

Czy palenie dobre?

 Ty mówisz, że palenie – dobre jest, bo wędzi

Twe płuca, a więc paląc zdrowie swe ocalisz!

– Oj! Bacz, abyś to czyniąc, nie spadł wnet z krawędzi”

Tej ziemi, bo – źle wędząc płuca swe przepalisz?

Co ulatuje z dymem?

Dziś mówi się, że troski, z dymem – ulatują

Cygara, papierosa! – Ja inaczej sądzę

I twierdzę, że się troski w dymie – konserwują,

A ulatują tylko – zdrowie i pieniądze. Co ty na to?

„Dziś wszyscy palą, więc ja też to samo czynię,

Boć żyję w świecie i po ludzku myślę, czuję!”

To prawda! Ale człowiek z tego właśnie słynie,

Że wszelkie aż zbyt chętnie – głupstwo wnet – małpuje!”

A na co Bóg dał – wolę?

„Nie mogę przestać palić, bo to nad me siły!

Palenie już się stało drugą mą naturą!”

„Oj! Złe świadectwo sobie tym, mój bracie miły,

Wystawiasz! – Silna wola wstrząsa nawet górą!

Czyż może być lepiej?

Dziś czasy coraz gorsze, bieda wielka wszędzie!

„Nie mamy co jeść prawie” – tak się lud dziś żali!

Lecz czyż spodziewać można się, że lepiej będzie?

Miliony idą z – dymem, bo dziś wszystko pali!

Nie pal!

Jeśli dziś, bracie, dobrej chcesz usłuchać rady,

Co szczęście ci przyniesie, co ci mówi, „Nie stań

Do tego się podobny, co dziś – chory, blady,

Więc nic najlepiej – nie pal, a gdy palisz przestań!

 

[ks. Józef Janiszewski, Kilka myśli o paleniu w: J. Bujak, Motywy religijne w poezji ks. Józefa Janiszewskiego, op. cit., s. 194-195]

 

 

 

Ks. Józef Janiszewski, Grębanin 1926 r.

Kolęda „U żłóbka”

(na melodię „Mędrcy świata monarchowie)

[cyt. za Polskie kolędy patriotyczne 1830 – do dzisiaj, oprac. Hanna i Witold Szymanderscy, Warszawa 1989, s. 96-97]

Ze stolicy swej nadziemskiej Chrystus dzisiaj schodzi,

I w stajence betlejemskiej z Maryi się rodzi!

I wyciąga swe rączęta do całego świata

Serca jego miłość święta

w Tobie widzi brata!

 

I otwiera usta swoje, Niebieska Dziecina:

„Złóżcie przy mnie wasze znoje, jam prawda jedyna!

Przyjdźcie zatem do mnie wszyscy,

Bo wam szczęście niosę,

Na tych, co mi będą bliscy

Łaski ześlę rosę!

 

Pójdźcie wy, którzy dążycie, jak orły na szczyty

By otoczyć nimbem życie, złudne odkryć świty!

Patrzcie! Ja, choć świat ten cały

Pada na twarz w trwodze,

Przede mną nie szuka chwały,

Bo się w stajni rodzę!

 

Pójdźcie wy, którzy pragniecie dostatków i złota,

Kruszec marny – szczęściem zwiecie, nie wiedząc co cnota.

 

Oto Ja! Pan nieba i ziemi,

Rodzę się tu nagi.

Gardzę skarby doczesnemi

Choćby wielkiej wagi!

 

Pójdźcie i wy co pijecie rozkosz z życia czary,

Nie wiedząc, że wnet znajdziecie na dnie – osad kary!

Patrzcie! Jam rajskie rozkosze

Ochotnie porzucił

Dziś cierpienia, nędzę znoszę

Abym – raj wam wrócił!”

 

O, najświętsze Dziecię Boże, patrz! My Twoje sługi,

Otaczamy żłób – Twe łoże, by Ci spłacić długi!

Serca niesiem Ci w ofierze,

Racz je przyjąć Panie:

Okaż – o co prosim szczerze,

Nam – Swe zmiłowanie!