Home
Prezentacje
Wspomnienie
Źródła
 
Home
Józef Majchrzak i pieśni ludowe...
Oceny: / 44
KiepskiBardzo dobry 
Redaktor: Łukasz Kamiński   
10.01.2011.

 

Józef Majchrzak i pieśni ludowe…

 

 

Józef Majchrzak urodził się 13 marca 1909 roku w Osterfeld (Niemcy). Szkołę podstawową ukończył w Małym Zalesiu, a Seminarium Nauczycielskie w Rawiczu. W latach 1928 - 1931 pracował jako nauczyciel w szkołach  powszechnych w powiece kępińskim (Raków, Kierzno, Grębanin). Od 1 września 1931 roku rozpoczął pracę nauczyciela i jednocześnie kierownika szkoły w Łęce Mroczeńskiej. Wybuch II wojny światowej przerwał działalność szkół, Niemcy zabronili Polakom dostępu do edukacji. Wówczas Józef Majchrzak zarabiał na życie jako badacz mleka.

Z dniem 1 marca 1945 roku Szkoła Podstawowa w Łęce wznowiła działalność. Józef Majchrzak pracował w niej jeszcze dwa lata, bowiem w październiku 1947 roku zrezygnował z pracy pedagogicznej. Wyjechał do Wrocławia by studiować muzykologię.

Od początku swej pracy zawodowej Józef Majchrzak działał w kierunku zachowania i rozwoju często ginącego już piękna kultury ludowej. Założył w szkole w Łęce Amatorskie Kółko Teatru Ludowego, które prowadził razem ze swoją żoną, Wisią Zającówną. Była ona doświadczona w tego typu działalności, gdyż pracowała wcześniej w operze i operetce w Katowicach. Amatorskie Koło przygotowało i wystawiło wiele przedstawień i sztuk teatralnych, ukazując bogactwo ludowej kultury. Inscenizacje te obfitowały w tańce, pieśni i przyśpiewki. Z wystawionych sztuk wymienić warto: „Wesele na Prądniku”, „Skalmierzanki, czyli koniki zwierzynieckie”, „Gałgan – duch”, „Krakowiacy i górale”. Do pomocy i dla uzupełnienie kółka teatralnego Józef Majchrzak założył w szkole orkiestrę ludową.  

Zachwyt muzyką i folklorem wpłynął na resztę życia Józefa Majchrzaka. Ukończywszy studia, przeszedł do pracy do Wrocławskiej Rozgłośni Radiowej, gdzie pełnił funkcje kierownika. W swej pracy, jeżdżąc wozem transmisyjnym, z pasją i poświęceniem zajął się zbieraniem pieśni ludowych. To co udało się mu zebrać, publikował na antenie wrocławskiej i ogólnopolskiej, głównie za pośrednictwem regularnej audycji „Gra muzyka u Kurzawy”, w której usłyszeć można było dolnośląskie pieśni, legendy i zwyczaje ludowe.

Podczas dolnośląskich wędrówek Józef Majchrzak szczególnie skoncentrował się na wschodniej części tej krainy, ponieważ tam polskość była najwyraźniejsza i najlepiej zachowana. Są to tereny wschodniego pasa granicznego od Twardogóry poprzez Międzybórz, Kraszów, Dziesławice, Syców, Dziadową Kłodę, Bralin, Kępno, Namysłów, Byczynę i Kluczbork. Głównymi rozmówcami i informatorami Józefa Majchrzaka były w tamtych latach osoby w podeszłym wieku (66-92 lata); Wiktoria Drwęcka z Twardogóry, Anna Dobień z Kraszowa, Paulina Bąk z Dziesławice, Zuzanna Siup z Kozy Wielkiej, Maria Małek z Bralina, Maria Klecha i Karol Jańczak, z Byczyny, Anna Słowik i Rozalia Lorek z Łowkowic, Franciszek Maruska z Kujakowic i przede wszystkim Józef Kurzawa z Dziadowej Kłody. Regionalista odwiedzał podczas swych wędrówek i Łękę Mroczeńską, gdzie spotykał się z dawnymi znajomymi i uczniami. Dwie tamtejsze mieszkanki, Agnieszka Kulesza i Agnieszka Lempert, znały bardzo dużo miejscowych pieśni, przekazując ich tekst i melodię J. Majchrzakowi. W Słupi pod Kępnem bardzo dobrą znajomością miejscowych pieśni i przyśpiewek odznaczyła się Anna Czapczyńska, która była miejscowym vademecum miejscowej twórczości.

         Ze szczególnym sentymentem Józef Majchrzak przebywał jednak w Dziadowej Kłodzie. Wieś ta, leżąca na wschodnim pograniczu regionu dolnośląskiego, była prawdziwą enklawą polskości. Dowodów na to dostarczają dokumenty historyczne, zapiski kronikarskie, księgi parafialne, księgi notarialne sądu Grockiego w Sycowie, XIX-wieczne spisy ludności, a przede wszystkim świadectwo starszego pokolenia mieszkańców, do którego należał Józef Kurzawa[1].

Józef Majchrzak w latach 60-tych, będąc kierownikiem Domu Kultury w Kątach Wrocławskich, był już na tyle znanym folklorystą, że prowadził, że prowadził wykłady z muzyki ludowej w Katedrze Etnografii Uniwersytetu Wrocławskiego. Od 1970 roku rozpoczął  pracę w Studium Nauczycielskim, a następnie w Państwowej Wyższej Szkole Muzycznej we Wrocławiu. Uwiecznieniem długich lat żmudnej pracy i studiowania folkloru ludowego było uzyskanie w 1973 roku stopnia naukowego doktora i publikacje książkowe.

W 1955 r. J. Majchrzak nakładem Wrocławskiego Radia i Wydziału Kultury Wojewódzkiej Rady Narodowej we Wrocławiu wydał książkę Dolnośląskie pieśni ludowe autor zawarł ponad 50 pieśni ze wschodniej części Dolnego Śląska i Opolszczyzny. Dziełem życia folklorysty było wydanie  w 1983 roku ksiązki Pt. Polska pieśń ludowa na Dolnym Śląsku.

W tym samym roku jako znany badacz kultury ludowej Dolnego Śląska został uhonorowany nagrodą im. Oskara Kolberga „Za zasługi dla kultury ludowej”[2].

         Józef Majchrzak zmarł w 1985 roku. Obok wspomnianych wcześniej publikacji, zostawił po sobie rozpoczętą, choć nie wydaną pracę  o muzykantach śląskich oraz wiele artykułów i esejów o tematyce folklorystycznej.

Pozostaje wyrazić żal, że ten zasłużony folklorysta nie zawitał podczas swych wędrówek do naszych Lasek, które słyną z bogactwa ludowej twórczości, zwłaszcza w dziedzinie regionalnych, swojskich pieśni i przyśpiewek. Umilały one czas mieszkańcom nie tylko podczas zabaw i świąt, ale również a właściwie przede wszystkim podczas trudu codziennej pracy na roli i w rzemiośle.

 

 

Literatura i źródła internetowe:

 

Ćwiękała Roman, Gra muzyka u Kurzawy [w:] „Oni tu byli przed nami… Sylwetki Sycowian XIX i XX w.” (biogram Józefa Majchrzaka),Syców 2006, s. 48 – 54.

 

Ćwiękała Roman, A w Sycowie nowy króm... Dolnośląskie pieśni ludowe, Syców 2006.

 

Grząka Ilona, Monografia szkoły w Łęce Mroczeńskiej 1810 - 2010, Łęka Mroczeńska 2010, s. 61 – 62 (biogram Józefa Majchrzaka).

 

Majchrzak Józef, Dolnośląskie pieśni ludowe, Wrocław 1955.

 

Majchrzak Józef, Dolnośląskie pieśni ludowe, Wrocław 1970, nakładem Polskiego Towarzystwa Ludoznawczego i Dolnośląskiego Towarzystwa Muzycznego.

 

Majchrzak Józef, Polska pieśń ludowa na Dolnym Śląsku, Warszawa – Wrocław 1983.

 

Muzeum Oskara Kolberga (Nagroda im. O. Kolberga)

http://oskar.kolberg.w.interia.pl/

 



[1] Józef Kurzawa jest synem Ziemi Sycowskiej, urodził się bowiem w Dziadowej Kłodzie 5 stycznia 1888 r. Rozmawiał ze słynnym zbieraczem i folklorystą, Józefem Majchrzakiem, piękną gwarą śląską, zachowującą niektóre formy staropolskiego  języka. Z dumą opowiadał o swoim życiu oraz czasach, kiedy żył jego starzyk, który opowiadał wnukowi o polskiej historii i jak to Śląsk, zapatrzony w Naczelnika Kościuszkę, żywił  nadzieję wolności, jak dolnośląscy chłopi wystąpili w okresie Wiosny Ludów. Potrafił godzinami śpiewać i opowiadać  ukazując bogactwo gwary śląskiej, czystej i wolnej od germanizmów.

Gośćmi Józefa Kurzawy bywali dziennikarze, literaci, ludzie nauki (folkloryści, etnografowie, dialektolodzy, historycy) i pracownicy resortu kultury. Ostatnie lata życia spędził w Brzegu nad Odrą, gdzie zmarł w roku 1967. Bliscy z troskliwością przechowują wszystkie pamiątki po nim, a przede wszystkim Krzyż Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski, przyznany mu za to, że kochał Polskę, nosił ją w sercu, mowie i pieśni.

[2] Nagroda im. Oskara Kolberga „Za zasługi dla kultury ludowej” przyznawana od 1974 r. honoruje całokształt działalności i wyróżnia wybitne osiągnięcia w dziedzinie kultury ludowej. Minister Kultury i Dziedzictwa Narodowego sprawuje patronat i jest głównym fundatorem nagród i wyróżnień honorowych. Organizatorem Nagrody jest Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze, Oddział Muzeum Wsi Radomskiej w Radomiu.

Nagrody (w postaci dyplomu, medalu projektu Anny Jarnuszkiewicz oraz gratyfikacji pieniężnej) przyznawane są raz w roku, około dwunastu laureatom w dziedzinach twórczości artystycznej indywidualnej (sztuk plastycznych, literatury ludowej, muzyki instrumentalnej, śpiewu, tańca), kapelom i zespołom folklorystycznym oraz w dziedzinie działalności badawczej, dokumentacyjnej, animacji i upowszechniania kultury ludowej. Nagrody honorowe wyróżniają osiągnięcia osób, instytucji i organizacji wspierających rodzimą kulturę. Uroczystość wręczenia nagród odbywa się w Zamku Królewskim w Warszawie.

Wnioski o przyznanie nagrody mogą składać instytucje kultury, organy administracji rządowej, jednostki samorządu terytorialnego, związki i stowarzyszenia twórcze i kulturalne. Wniosek powinien zawierać: dane osobowe kandydata do nagrody, informacje dotyczące całokształtu dotychczasowej działalności, uzasadnienie wniosku, dokumentację osiągnięć. Wnioski należy składać do dnia 31 marca każdego roku na adres organizatora.

Szczegółowych informacji udziela: Muzeum im. Oskara Kolberga w Przysusze, 26-400 Przysucha, Al. Jana Pawła II / 11, tel/fax  0-48 675-22-48, e-mail: muzeumok@muzeum-radom.pl, www.muzeum-radom.pl

 

I 2011 

 

 

*  *  *  *  *

 

Wybór pieśni ze zbioru Józefa Majchrzaka pod tytułem Dolnośląskie pieśni ludowe, wydanego we Wrocławiu w 1955 r.:

 

„Gra muzyka u Kurzawy”, pieśń ułożona prze J. Majchrzaka, zapowiadająca cykliczną audycję radiową „Na śląskiej wsi przetrwała polska pieśń”.

 

Gra muzyka u Kurzawy,
tańczy młody, śpiewa stary,
Dolnośląskie tańce, pieśni zapomniane,

staropolskie nuty, skarby odkopane.

 

Przed wiekami tu powstały,

i złą dolę przetrzymały.
Zaraz je poznamy, a wy posłuchajcie,

o Kurzawy śpiewkach nie zapominajcie.

               * * * 
„We Wrocławiu na Ryneczku”, pieśń zaczerpnięta od Zuzanny Siup, liczącej wówczas (w 1955 r.) 80 lat, mieszkanki Kozy Wielkiej.

 

We Wrocławiu na ryneczku stojóm wojocy,
są tam łóni postrojyni wszyscy jednacy.
Są tam łóni rozmajici rycerze i junocy,

szykujóm się na wojynka we dnie i w nocy.

 

Hej cisawy mój kónicek bandzie bandzie r-zoł,

A tobie moja dziewcyno bandzie, bandzie zol.
Nie jedź, nie jedź, Jasinku, da nie jedź na wojynka,

bo na wojnie życie znojne i niyspokojne.

 

Cekoj na mie, moja Kasiu, cekoj przy moście,

pośla ci jo krasne piórko rybkąna poccie;
Łoj niejedna rybecka już pod mostym przeszła,

Nie widziałam, żeby któro piórecko niesła.

            * * * 
„Ciynżko dola”, pieśń zaczerpnięta od Agnieszki Lempert, liczącej wówczas (w 1955 r.) 55 lat, mieszkanki Łęki Mroczeńskiej.

 

Ciynżko dola ciynżko, ubogiyj dziewcyny,

kto noz wyprowadzi z miymieckiyj krajiny.

  

Ach żeby już wrócić na sycowskij pole,

tam się łozweseli smutne serce moje.

   

Jesce zech zdaleka, matka mie witała:

„Witej, córko moja, cóżeś tam wystoła.

 

Witej, córko moja, witej, dziecko moje,
cóżeś tam wystało, bez to lato całe”.
.
„Wystołach, wystołach, jag rybka bez wody,

biydy utropiynio, wselkiyj niewygody.

 

Dali nóm tam hoki, z długiymi stylami,

I jesce do tego włódorza nad nami.

 

Dali mi tam chleba, jak dymbowy listek,

i jesce pytali, cy zech zjadła wszystek.

 

Dali mi tam chleba, jak dymbowy listek,

i jesce pytali, cy zech zjadła wszystek.

 

Zjadła zech go, zjadła, stoja za dźwyrzami,

co zech go ugryzła, zalotach się łzami.

               * * *  

Bez tytułu, przyśpiewka, której tekst zaczerpnięty został od Anny Dobień z Krasowa, powiat Syców, lat 90, a melodię od Anny Czapczyńskiej ze Słupi pod Kępnem, liczącej wówczas (w 1955 r.) 44 lat.

 

Zasło słónce za dymniki,
diabli wziyni urzyndniki,
i na tego cas przychodzi,

co za nami z kijym chodzi.

* * * 
Bez tytułu, pieśń zaczerpnięta od Anny Czapczyńskiej ze Słupi pod Kępnem.

 

Powiedzieli ludzie, ze w Sycowie dobrze,

a tu trzeba robić, oz się skóra podrze,

 

Trzeba się narobić, i brudno nachodzić,

jesce nasym panóm, nie idzie dogodzić.

 

Zebych jo wiedziała, że za to pochwalą,

kozała bych łorać urzyndnikiym rolą.

 

Urzyndnikiym łorać, dziedzicym krymować, (krymować w znaczeniu bronować)

Łóni by wiedzieli, jak ludzi szanować.

 

Dali nóm tam dziabki, z długiymi sztylami,

i jesce do tego, to nos kijym wali.

 

Ciynżko nóm jest, ciynżko, żeby pryndzej wiecór,

Bo nóm się tu przykrzy, jak tym małym dziecióm.

 

Bo te małe dzieci, po drodze lotają,

A nóm łod roboty rynce ustowają.

 

Skóra nóm się podrze, kosula popynko,
kto nie zno Sycowa, to go popamiynto.
.
My tego włódarza, u krza uwiązymy,

a my pojedziymy do miłyj rodziny.

                                                             * * *

Bez tytułu, przyśpiewka zaczerpnięta od Teresy Biedowej z Nowej Wsi Książęcej, liczącej wówczas (w 1955 r.) 54 lat.

 

Zachódź, słońce, zachódź,
za zieloną paproć,
słónecko na dole,

wiecerzo na stole.

 

Łeżki nie pomyto,
Pasterke wybito,
cemu ją wybito?

spasła panu żyto.

 

Cemu ją wybito?
spasła panu żyto,
a siła go spasła?

trzy staje od lasa.                                                          

    * * * 
Bez tytułu, pieśń zaczerpnięta od Agnieszki Kuleszy, liczącej wówczas (w 1955 r.) 90 lat, mieszkanki Łęki Mroczeńskiej. Utwór wyraża nadzieję nie tylko mieszkańców Rzeczpospolitej, którzy w wyniku I i II rozbioru dostali się pod panowanie zaborców, ale także Ślązaków, którzy liczyli na odrodzenie Polski i włączenie zamieszkanych przez nich terenów w jej granice.

 

Warszawa i Kraków,
Są to szwarne miasta.
Łobiecoł król pruski,

i że je potrzaska.

 

Kościuszko łodpisoł,
i że się niy boji,
w Warszawie, w Krakowie,

pełno wojska stoji.

 

Maszeruje wojsko,
z rozkazu Kościuszki,
na tym ostatecku,

to tyn mój miyluśki.

 

Po cym eź go poznała,
kiejś z nim nie godała,
łozwioł łón chusteczka,

cozech jo mu dała.

* * * 

Bez tytułu, pieśń zaczerpnięta od Józefa Kurzawy, liczącego 66 lat, mieszkańca Dziadowej Kłody.

 

Naokoło Raciborza,
nałokoło woda ciece,
wszystkiy ławki zabrała,

jyno jedna została.

 

Po któryj miyluśki chodziół,

A miyluśki po niyj wodziół,

urwoł jabko w łogrodzie,

i puściół je po wodzie.

 

Kulej mi się i łobrocej,
jyno mi się nie pomocej,
kulej mi się ku dómu,

ku mymu pocieszyniu.

 

Jabłuszko się zakulało,
pod łokiynkiym zapukało:
„śpis kochanko, cy cujes,

cyli kogo nocujes”.

 

„Jo też nie śpia i nie cuja,
ani kogo nie nocuja,
jyno ciebie, kochanku

na tymsiwym kóniku”.

 

„Po cym eź mie ty poznała,
ześ mie Jasinkiym nazwała”?
„Poznałam cie po głosie,

a kónicka po nosie”.

* * * 

Bez tytułu, pieśń zaczerpnięta od Józefa Kurzawy, liczącego 66 lat, mieszkańca Dziadowej Kłody.

 

Dziadokłodzkie panny,
w rankawickach chodzą.
Jedna drugiyj szepce,

któro którego chce.

 

Jo bych tego chciała,
co jest na nim chwała,
Jo tez tego w nocy,

co moł corne łocy.

 

Corne łocki miała,
i tag zapłakała:
„Co żym to się biydno,

też tak doczekała”.

* * * 

Bez tytułu, pieśń zaczerpnięta od Anny Czapczyńskiej ze Słupi pod Kępnem.  

 

Jestem łogrodowy, białe róże sadze,
które ładne dziywce, to je łodprowadze.
Łoj dygu dygu dygu dana, dygu dana, dygu dana,

łoj dygu dygu dygu dana, dygu dana huha.

 

Jak je łodprowadze, pocałować musze,
przysiyngóm się na nią i na jyj dusze.
Łoj dygu dygu dygu dana, dygu dana, dygu dana,

łoj dygu dygu dygu dana, dygu dana huha.

 

Jo bym buzi dała, ty byś zaś powiedzioł,

a jo bych tak chciała, żeby nikt nie wiedzioł.

Łoj dygu dygu dygu dana, dygu dana, dygu dana,

łoj dygu dygu dygu dana, dygu dana huha.

 

Staliśmy pod ścianą, z dziewczyną kochaną,

psy zaczęły szczekać, my zaczyli uciekać.

Łoj dygu dygu dygu dana, dygu dana, dygu dana,

łoj dygu dygu dygu dana, dygu dana huha.

 

Ona uciekała, a jo lecioł za nią,

ona wpadła w dołek, a jo wlecioł na nią.

Łoj dygu dygu dygu dana, dygu dana, dygu dana,

łoj dygu dygu dygu dana, dygu dana huha.

 

Idą gąski drogą, trawkę sobie skubią,

co kómu do tego, że mnie chłopcy lubią.

Łoj dygu dygu dygu dana, dygu dana, dygu dana,

łoj dygu dygu dygu dana, dygu dana huha.

 

Czerwone jabłuszko, przepasane na krzyż,

czymy ty, chłopaku, krzywo na mnie patrzysz.

Łoj dygu dygu dygu dana, dygu dana, dygu dana,

łoj dygu dygu dygu dana, dygu dana huha.

* * * 

Bez tytułu, pieśń zaczerpnięta od Anny Czapczyńskiej ze Słupi pod Kępnem.

 

W sodku, w sodecku liście spodajóm,
już mi matula kowola rajóm,
kowol usmolóny, nie przytuli żóny,

nie chca, nie wezna, nie moja wola.

 

W sodku, w sodecku liście spodajóm,
już mi matula stolorza rajóm,
stolorz robi trumny, myśli ze jo umry,

nie chca, nie wezna, nie moja wola.

 

W sodku, w sodecku liście spodajóm,
już mi matula bednorza rajóm,
bednorz siedzi w dziurze i obraca struze,
nie chca, nie wezna, nie moja wola. 
W sodku, w sodecku liście spodajóm,
już mi matula ślusarza rajóm,
ślusarz robi kluce, dniym i nocóm tłuce,

nie chca, nie wezna, nie moja wola.

 

W sodku, w sodecku liście spodajóm,
już mi matula skrzypecka rajóm,
skrzypek rano wstaje, na skrzypeckach graje,

nie chca, nie wezna, nie moja wola.

 

W sodku, w sodecku liście spodajóm,
już mi matula pisarza rajóm,
pisorz przy stoliku, a jo w pokojiku,

nie chca, nie wezna, nie moja wola.

 

W sodku, w sodecku liście spodajóm,
już mi matula rolnika rajóm,
rolnik sieje zboże, do mi scęście hoze,

to chca, to wezna i się łożynia.  

* * *

Bez tytułu, pieśń zaczerpnięta od Anny Czapczyńskiej ze Słupi pod Kępnem.

 

Jag jo jechoł koło dworca, koło jednego,

Ułysołech dziewce płakać, wiónecka swego.

 

„Cego płaces, cego krzycys, cy ci wiónka zol,

mogłazeźś go wtyncos płakać, kiedych ci go broł”.

 

Jag jo posła do gościńca, siadłach na ławie,

siedziała tam siostra jego i spychała mie.

 

„Cy się wstydzis, cy się brzydzis, zem jo siyrota,

utraciłach mój wiónecek przez twego brata”.

 

„A gdzieżeś ty, ty dziewucho rozum podziała,

ześ ty się mojym brata, tak uwiyź dała.”

* * *

Bez tytułu, pieśń zaczerpnięta od Anny Czapczyńskiej ze Słupi pod Kępnem.

 

Pod tą słupską karcmą źródło bije,
ta moja dziewucha z innym pije.

 

Pije łóna, pije, ze mną nie chce,

co mi zasmuciyło moje serce.

 

Matulichno moja, dej koszule,

pójdę do dziewczyny na godzinę.

 

Ta moja koszula nieszkrobióno,

ta moja dziewucha łodmówiono.

 

Łodmówiyli mi ją dwóch kamraci,

co łóni jyj byli łoba radzi.

 

Jak ją łodmówiyli, niech ją majóm,

niech jyj niygdy kochać nie przestajóm.

 

Niechże ją kochajóm we dnie w nocy,
żeby nie widziały moje łocy.
.
Jakby moje łocy widzieć miały,
toby nigdy płakać nie przestały.
* * *
Bez tytułu, pieśń podał Bernard Małek, urodzony w 1900 r., mieszkaniec Bralina.
.
Zalycoł mi się braliński świniorz,

tedy owedy to do mnie przyloz;

chocioz padało i było ślizgo,

to się przywlekło to świniorzysko.

 

Zalycoł mi się braliński świniarz,

tedy owedy to do mnie przyloz;

jak deszczyk padał, to sy mną gadał,

słońce świycióło, to go nie było.

 

Napisał on mi na pergaminie,

ze się ozyni, jak przeda[1] świnie;

a ja mu wtedy na papiórecku;

– „Całuj mnie w Hinterrück[2] ty świniorecku”. 

* * *

Bez tytułu, pieśń podała Maria Małek, urodzona w 1877 r., mieszkanka Bralina.

 

Siwe gąski, siwe, ale nie siodłate,

siónne[3] braliniónki, ale nie bogate.

.

Łozyńze się, łozy, na bogatą nie zwoz,

Bo cie biyda zbierze, rady sobie nie dos.
* * *

Bez tytułu, pieśń podała Maria Małek, urodzona w 1877 r., mieszkanka Bralina.

 

Zasiał proso na zagónie,

nie mogę go zząć.

Pokochałem grzecne dziywce,

nie mogę go wziąć.

 

– „A ty ptousku-skowrónousku,

wysoko lotos.

Co mi ty za nowinecke

od mióły niejsies”?

 

– „Joł ci niejse nowinecke,

ale niedobrą.

Bo już ci te twoją miłą

Do ślubu wiedą”.

 

– „Kiej ją wiedą, niech prowadzą,

niech je Bóg scejści.

A mnie uboga siyrote,

Bóg nie łopuści”.

 

I przijechoł do kościoła,

pod chórem stanął.

Łóna klęcy przi óltorzu,

bioło jak anioł.

 

Łóna klęcy przi óltorzu,

miedzy pannami.

Anół[4] jak ta slicno różo,

miedzy kwiotkami.

 


[1] 3. osoba liczby pojedynczej „sprzeda”.

[2] Z niemiecka „tyłek”.

[3] W znaczeniu „szumne”, „piękne”.

[4] „Ano”.